31

 7.12.2020

Przeciągnęła się. Ubrała się luźno, ponieważ miała dzień wolny i nie zamierzała wychodzić z domu. Liczyła, że Michała ucieszy jej wolne. Zerknęła w stronę okna. Znów sypało. Po cichu wyszła z sypialni. Nie chciała obudzić policjanta. Rozejrzała się, ale go nie było. Sofa też wyglądała na nieużywaną, a prezet stał jak go zostawiła. Westchnęła. Zerknęła na telefon, ale nie miała żadnej wiadomości. Poczuła lekkie rozczarowanie. Zastanawiając się gdzie jest policjant umyła zęby i zrobiła makijaż. Podkreśliła oczy, ponieważ to w sobie lubiła. Chciała ładnie wyglądać jak wróci. Przebrała się z dresowego kompletu w szare rurki i nowy kremowy zapinany miękki sweterek. Był luźny. Zapięła go fikuśne, odsłaniając ramię. Sprawdziła czy wisiorek jest dobrze widoczny. Była zadowolona z efektu. Zaczęła kręcić się po mieszkaniu. Nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Coraz gorsze myśli nachodziły drobną kobietę. Musi zająć czym głowę, więc uznała, że wyrzuci śmieci. Nie będzie czekać z tym na Michała. Narzuciła tylko czapkę na głowę i kamizelkę. Kontener znajdował się na dziedzińcu więc nie ubierała sie przesadnie, bo ileż to zjeść na dół jej zajmie. Wzięła worki i zeszła. Spotkała na klatce sąsiadkę. 
Są: Zmarzniesz kruszynko. 
M: Dzień dobry pani Jolu! A tylko śmieci poszłam wywalić i zaraz wypiję herbatę. 
PJ: To najlepsze rozwiązanie na taką pogodę.- westchnęła starsza pani. 
M: Może napije się pani ze mną? Upiekłam ciasteczka. - zaproponowała uśmiechając się życzliwie. 
PJ: A to bardzo chętnie, ale jak wrócę ze sklepu. Za jakieś pół godzinki. Mam szczepkę kwiatka pieniążka, przyniosę Ci.
M: Świetnie! Mam kilka nowych doniczek.- Pani Jola zamilkła i wskazała Martynie drzwi wejściowe do ich kamienicy. Zaparkował radiowóz a z niego wysiadło 2 policjantów. Rozgładneli się I weszli na klatkę. 
PJ: Ciekawe kogo szukają... A panowie do kogo? 
Pol: Szukamy niejakiej Martyny Grabowskiej. - Martyna zesztywniała. Staruszka ją szturchnęła. Bała się tych policjantów. Jednak jej złe przeczucia się sprawdziły.
Pol2: Wiecie gdzie mieszka?
M: To ja. - Popatrzyła na mężczyzn, którzy zdążyli wymienić się spojrzeniem. 
Pol: Pojedzie pani z nami.- gestem wskazał radiowóz. Zaczęła panikować.
PJ:  A to dlaczego? 
Pol2: To już nasza sprawa i pani Martyny.- wsiadając do radiowozu rozglądnęła się, czy czasem gdzieś nie ma Michała. 
PJ: Martyna, zaraz zadzwonię do Michałka. Nic się nie bój.- tylko kiwnęła głową. Była sparaliżowana strachem. Szumiało jej w głowie. Nawet nie słyszała czy coś do niej mówią policjanci ani gdzie jedzie i po co. Czuła zimno. Owinęła się mocniej swetrem i kamizelka. Patrzyła przez okno, jednak nie zwracała uwagi na otoczenie. W myślach modliła się, żeby było po wszystkim. Chciała wiedzieć co jest problemem. Radiowóz zatrzymał się. 
M: Dlaczego mnie zabraliście?
Pol: Wszystko w swoim czasie.- ruszyła za mężczyznami, którzy szli w znanym jej kierunku. Dokładnie w tej sali rozmawiała z Szymonem. Bała się coraz bardziej.
Pol: Pani Martyna Garabowska, tak?- kiwnęła twierdząco głową.
Pol: Proszę odpowiadać. - mięła rękaw swetra, który odsłonił jej ramię.
M: Tak. Mogę wiedzieć co się dzieje?- popatrzyła na policjantów pierwszy raz. 
Pol: To my zadajemy pytania puki co...- kąśliwie odpowiedział. Rozglądnęła się po sali. Była zdenerwowana co widzieli policjanci.
Pol: Czemu jest pani taka zdenerwowana?- fałszywie się uśmiechnął. 
M: Raczej mam złe przeżycia związane z policją... 
Pol: Tak? To ciekawe proszę rozwinąć.- zaczepił znowu ją. Popatrzyła mu w oczy. Widziała w nich osąd i kpinę. Przełknę ślinę licząc na cud.
M: Nie wiem dalej czemu tutaj jestem...
Pol: W swoim czasie... Nie lubi nas pani? Dlaczego?
M: Macie wszystko o mnie tutaj.- wskazała na akta, które leżały przed jednym z mężczyzn. Policjant, który mniej mówił otworzył teczkę i przyglądał ją. 
Pol: Chcę usłyszeć to od pani. Skąd te nerwy... Zrobiła coś pani?
M: O czym pan mówi? - zmarszyła brwi. Miała dosyć gierek. 
Pol2: Co robiła pani 5 grudnia? Gdzie pani była? - mierzył ją wzrokiem. Wzięła głęboki oddech, czując narastający atak paniki i szum w uszach. Musi się uspokoić. Wyłożyła skrzyżowane ręce na blat stołu. Widzieli jak jej się trzęsą dłonie.
M: Byłam w domu...- szepnęła. Starała się opanować trzęsienie, które przeniosło się z dłoni na całe ciałko. Nie wiedziała już czy to nerwy, czy jej zimno. Policjanci widzieli po niej strach. Rozumiała, że coś się stało strasznego i jest o coś podejrzana. To pewnie Jan. 
Pol: Proszę opisać swój dzień. Co robiłaś? Z kim, adresy podać. Po co te nerwy? 
M: To dla mnie ciężką sytuacja... 
Pol2: Tak, a to dlaczego?
M: Niecodziennie się jest przesłuchiwanym i nawet nie wiem co zrobiłam i o co mnie oskarżacie... Można się wystraszyć?- popatrzyła na mężczyznę. Chyba przez chwilę zobaczyła u niego jakieś ludzikie uczucie. 
Pol2: Proszę odpowiedzieć, a pójdzie nam sprawniej.
M: Od 8 do 16 byłam w pracy, potem poszłam na zakupy do marketu obok domu starości. 
Pol: Adresy.- podsunął jej kartkę i długopis. Zapisała namiary na dom starości.
M: Nie znam adresu sklepu, tylko nazwę, on jest kilka metrów dalej od domu starości... wystarczy? 
Pol: Ma pani słabą pamięć.
M: A pan zna każdy adres tego świata?- odgryzła się. Drugi policjant uśmiechnął się.
Pol2: Co było potem?
M: Nic szczególnego, wróciłam do domu tramwajem numer 4, zrobiłam obiad, poczytam i tyle...
Pol: Tyle? 
M: Tak, nie mam zbyt interesującego życia. 
Pol: Współczuję. Ktoś to potwierdzi? Była pani z kimś?- zamilkła. Nie wiedziała, czy wiedzą, że mieszka z ich kolegą. Znowu wbiła wzrok w stół i swoje splecione roztrzęsiona dłonie. 
Pol: Dobrze, to może sprecyzuję. Co robiła pani między 21 a 1 w nocy? 
M: Spałam. Co innego mogłam robić?- ruszyła się lekko na krześle, tak że sweter jej opadł niżej z ramienia i odsłonił kawałek koronkowego biustonosza. Policjant zapatrzył się, a ona bała się poprawić. Czuła się bardzo nieswojo. Drugi mezczyzna odchrząknął przywołując kolegę do porządku.
Pol: Jest pani pewna? 
M: Tak. 
Pol: To proszę powiedzieć kto to może potwierdzić. Bo jak na razie nie wyglada to zbyt przekonująco.- ręce już jej tak drżały, że tylko patrzyła na nie. Nie potrafiła zapanować  nad sobą. Widziała, że mężczyźni coś do niej mówili, ale nie słyszała. - Spokojniejszy policjant dotknął ją w dłoń. Odskoczyła, aż poleciało krzesło.
M: Nie dotykaj mnie!- Mężczyźni byli w szoku. 
Pol: Uspokój się... I odpowiedzi kto może to potwierdzić!- krzyknął, aż się cofnęła. W tym momencie otworzyły się drzwi za nią. Wpadł Michał z Szymonem. 
Mi: Co do chuja!?- Popatrzył na przerażona Martynę, przewrócone krzesło. Mierzył gniewnie policjantów. Kobieta trzęsła się jak galareta. Szymon podszedł do policjantów i zabrał jej akta.
Pol: Co ty wyprawiasz?
Sz: A wy?!- warknął. Michał podszedł do Martyny. 
Mi: Hej... Co się stało? - był łagodny.
Pol: Wariatka, odskoczyła i scenę robi.
Mi: Morda! Nie was pytam!
M: Nie wiem... zabrali mnie z domu... nie chcą powiedzieć czemu tutaj jestem.- Michał zacisnął szczękę widząc w jakim jest stanie kobieta. Zerknął na Szymona.
M: Gdzie byłeś?- szepnęła. Michał zauważył jej wisiorek. Chwilę się popatrzył  na prezent.
Mi: Praca mnie zatrzymała... Ale pani Jola mi powiedziała co się stało...
Sz: Chodź Martyna. A z wami zaraz sobie porozmawiamy.- ruszyli do drzwi.
Pol2: Nigdzie nie pojdzie. Jest podejrzana o zabójstwo Jana Nowickiego. Zostaje. - był stanowczy. Szymon przeglądał to co udało się ustalić policjantom. Akta nie wyglądały za ciekawie.
M: Ja... co... nie... przecież...- Michał popatrzył w jej przerażone oczy. Szymon poprawił krzesło. Policjanci wskazali, żeby usiadła. Kręciła głową. 
M: Nie chcę siadać. Nie dotykajcie mnie.- w Michale kotłownia złość widząc jaka jest zagubiona i wystraszona. 
Mi: Spokojnie, jesteśmy tutaj i nic ci nie grozi.- Usiadła a za nią stanęli policjanci. Michał wskazał ręką by mówili.
Pol: Co robiłaś między 21 a 1 w nocy?
M: Byłam w domu. Już mówiłam. 
Pol2: A ja już pytałem kto to potwierdzi i nie usłyszałem odpowiedzi. I jakim domu, adresy.- swter znów jej opadł, policjant gapił się na jej biustonosz. Michał szybko okrył jej ramię. 
Pol: Dalej nie mamy odpowiedzi. Sami widzicie.- zawiesiła głowę. Szymon patrzył na skupiony profil Michała. Wiedział, że to sytuacja podbramkowa, a on kalkuluje. Zastanawiał się jak rozegra sytuację Janicki. 
Mi: Była ze mną.- Martyna odwróciła się i patrzyła na skupionego blondyna. Policjanci byli w szoku. Tylko Szymon nie był zaskoczony i zachował spokój. Michał lekko się uśmiechnął do kobiety, ale wiedziała że to udawany luz. 
Pol: Czekaj, chcesz nam powiedzieć, że ona była u ciebie?- zakpił.
Mi: Uważaj na słowa.- ostrzegł kolegę. 
Pol: To prawda?- zwrócił się do Martyny. Wszyscy patrzyli na nią. Czuła ich wzrok. Całe napięcie.
M: Tak, byliśmy razem... u niego...- policjanci zanotowali coś. Serce waliło jej jak oszalałe. 
Pol: Skąd się znacie?
M: Jestem opiekunką jego dziadka. 
Pol: A to tak sprawy się mają Janicki.
Mi: Jeszcze jeden komentarz a nie ręczę za siebie. Poznaliśmy się przez jej prace. Straciła dom nad głową to zaproponowałem jej zatrzymała się u mnie. 
Pol: A ja czytałem, że prowadziłeś jej sprawę pobicia.- zrobił cudzysłowie nad słowem pobicia. Szymon doskoczył do niego. 
Sz: I co z tego? Sprawę przekazała mi jak tylko dowiedział się kim jest ofiara. Czy ty coś insynujesz mi?
Pol: Nic zupełnie nic, staram się zrozumieć tą dziwną sytuację. 
Sz: Już wiecie wszystko. Martyna wychodzimy. Poczekamy na zewnątrz.- Wstała i wychodząc zerknęła na Michała. Nie dawał nic po sobie poznać. Stanęli przed salą przesłuchań. Podał jej bluzę.
Sz: Musiałaś zmarznąć. W tym cię wzięli?
M: Co tutaj się dzieje? To jakiś koszmar... Jan nie żyje? To jakieś nieporozumienie... - Szymon nacisnął jakiś guzik na domofonie. 
Sz: Spokojnie Martyna. Wszystko zaraz wyjaśnimy. Przecież wiemy, że tego nie zrobiłaś.
M: Co z Michałem? - zapytała drżącym głosem.
Sz: Wyliże się.- usłyszeli dalszą rozmowę policjantów z Michałem. 

Komentarze