7.12.2020
Michał rozsiadł się wygodnie. Poprawił kaptur swojej ulubionej czarnej bluzy. Została nią odkąd Martyna powiedziała, że lubi go w niej. Chociaż wyglądała na wyluzowanego to stresował się całą tą absurdalną sytuacją. I do tego z tyłu głowy miał nieżyjącego Jana. Tyle pytań nurtowało go. Chciał by sam najlepiej poprowadzić to śledztwo. Widział jak koledzy patrzą na niego. Znał doskonale te ciekawskie spojrzenia. Musi być sobą. Wyluzowanym Michałem tak by chronić Martynę przed nimi.
Mi: Walcie. Bo kociej mordy dostaniecie.
Pol: Ty i ona?- Michał zrobił grymas. Jednak padło to pytanie. Skoro już wybrzmiało to musi odpowiedzieć w jego stylu. Płytko, uszczypliwe tak jak kiedyś oceniała kobiety. Czuł, że ściska mu gardło na samą myśl. Nie chciał obrażać Martyny, bo to wspaniała osoba, która nie zasługuje na złe słowa. Zmieniła go. Przy niej mógł być sobą. Nie musiał udawać, starać się przypodobać. Ona lubiła go takim jakim jest. Nie oceniała go, a jednak on musi zrobić coś podłeho by ją chronić. Nie wiedział, że za szybą jest Martyna z Szymonem, którzy wszystko widzą i słyszą.
Mi: Błagam cię...
Pol: Tak myślałem... przecież, każdy wie co lubisz i jakie dupy na ciebie lecą. Nie spojrzał byś na nią nigdy a co dopiero przeleciał. No chyba, że by ci zapłaciła. - śmiali się.
Mi: Tak myślisz?- zaczepnie zapytał, chociaż pod stołem zacisnął pięści ze złości. Zmienił się, ale oni nigdy tego nie zobaczą. Nie pozwoli im zbliżyć się do Martyny.
Pol: Chyba, że obniżyłeś loty Janicki? - zakpił z Michała.
Mi: Ja, nigdy. Trzeba było widzieć wczoraj co wyrwałem z Adrianem.- Martyna stała bez ruchu. Dlatego nie wrócił na noc... okłamał ją i był z inną... Dlaczego ją to tak boli... umawiali się inaczej. Miała być tylko przyjaź a on mógł robić co zechce. Jednak każde słowo Michała było jak sztylet w jej serce. Zrozumiała w końcu. On nie jest dla niej i nigdy nie był. Szymon patrzył jak ciekną jej łzy po policzkach. Nawet nie wiedziała, że płacze. Miała to gdzieś. Zaufała kolejny raz mężczyźnie. Uwierzyła w iluzje... zmienił się.. dla niej jest inny....
Pol2: Powiedział Filipek, który patrzył na jej cycki. Ona może jest twoich lotów.- Szymon wyłączył domofon widząc jak się wzdrygnęła. Przygryzła paznokcie.
M: Włącz. Chce wiedzieć.
Sz: Martyna to kretyn... Już ci mówiłem. Nie słuchaj go... on nie ma pojęcia co mówi...
M: Włącz.- Była taka stanowcza, że zrobił jak prosiła. Musiała wiedzieć co o niej myśli tak naprawdę skoro kłamał gdy byli razem.
Mi: Spodobała ci się?
Pol: Nie gustuję w szpetnych laskach i do tego sfiksowanych. Ale na raz może by siadała. Ale dziwi mnie, że ty nagle taki uczynny jesteś. Widziałeś co ma w papierach? Kogo ty do domu wpuściłeś? Jest podejrzana o zabójstwo. Mogła by to zrobić.
Mi: Mówiłem, poznałem ją u dziadka. Chciałem jej pomóc, bo się polubiliśmy. Potem wyszło, że ją narzeczony pobił i wywalił z jej domu. Na prośbę dziadka przygarnąłem ją. - teraz wie, skąd się wzięła u Michała. Dziadek poprosił go o przysługę a ona liczyła na jego dobre serce.
Pol2: Ma zielone papiery, wiesz o tym? Zachowała się tutaj jak wariatka jak dotknąłem ją.- objęła się ramionami i spojrzała na Szymona, który przyglądał się jej. Widział jak się wstydzi swojego zachowania. Taki obrót sprawy był jak dla niego idealny. Janicki jest skończony. Martyna nigdy mu nie wybaczy.
M: Wystraszyłam się go... nie lubię być dotykana..- wyszeptała zawstydzona do granic możliwości.
Sz: Nie miał prawa cię dotykać. Możesz złożyć skargę. - mówił przez zaciśnięte zęby.
M: Nie... I tak już mam dość.- obróciła się do szyby.
Mi: Widziałeś zdjęcia z obdukcji? Sama by siebie nie pobiła.
Pol: Nie chciała wnieść oskarżenia. Coś tutaj śmierdzi.
Mi: Może się go bała?- Zagadnął.
Pol: Znaleźliśmy w domu jej narzeczonego list pożegnalny, który wskazuje że jej się boi...- Michał prychnął. Zacisnął szczękę. Wiedział, że Jan jest sprytny, ale nie rozumiał po co ją wkręca w swoją dziwną śmierć.
Pol: Coś się tak zdenerwował. Czyżby jednak ci zależało?
Mi: Powiedziałem ci, że bym jej nie tknął. Nie ta liga.- Bronił się. Martyna jękła, a Szymon wyłączył domofon.
Sz: Wystarczy. Chodź.- pociągnął ją za sobą.
Pol2: Skoro była z tobą to ma alibi, ale nie mów, że to nie jest popieprzone.
Mi: Jest. Jak zginął?
Pol: Przedawkował. Znaleźliśmy go na kanapie. Sąsiedzi zadzwonili, że jest głośna muzyka od 2 dni a on nie reaguje na ich upomnienia. Miał list w ręce. Pokazali mu kopię. Faktycznie wynikało z niego, że Martyna jest jego stalkerką i boi się jej. Co za śmieć.
Mi: To mamy kłopot, ponieważ ona się go panicznie boi, po tym pobiciu i jest tu jakaś chora gra w odwrócenie kota ogonem. Wiadomo jaki był w pracy ostatnio?
Pol: Janicki, ona ma zielone papier, nie byłeś zawsze koło niej... Możliwe, że wybrała zemstę. Jest ześwirowana.
Mi: Nie jest.- Wyciągnął telefon i pokazał jej orzeczenie. Policjant gwizdnął.
Pol: Skąd to masz?
Mi: Była u 2 psychiatrów niezależnych. Została przez niego wrobiona w zielone papiery. Pozbawiona domu i sami widzieliście jak się boi dotyku.
Pol2: Mam wrażenie, że za bardzo się niby tą koleżanką przejąłeś.
Mi: Lubię dociekać prawdy. On był potworem. Sprawdźcie jaki był w pracy, powiadomcie rodzinę.
Pol: Tak zrobimy i nie zapominaj, że to nasza sprawa. A ty idź do tej swojej dupy.
Mi: Ona nie jest moją dupą. Nigdy nie była i nie będzie. Nie ta liga...- Wstał.
M: Zaraz zwymiotuję. - ścisnęła klamkę auta Szymona.
Sz: Zabiorę cię stąd.- Wsiadła do auta i wybuchła płaczem. Szymon pozwolił jej płakać. Było mu żal kobiety.
Sz: Zabiorę cię zdala od niego... - zagadnął po chwili.
M: Ale jestem kurwa głupia... Co ja sobie myślałam... Przecież od początku mnie ostrzegałeś...
Sz: Przestań, nie wypłakuj sobie oczu na tego palanta. Nie wie co stracił.
M: Myślałam... myślałam, że coś znaczę...
Sz: Martyna znaczysz! Dla mnie znaczysz! Nie wygaduj głupot. Michał jest lowelasem. Zawsze nim był i bedzie. To on nie jest twoją ligą. Rozumiesz? Popatrz na mnie...- dodał błagalnie. Zerknęła, a o otarł jej łzy.
Sz: Nigdy więcej nie płacz przez niego. Nie jest ciebie wart. Ostrzegałem cię... Teraz już wiesz jaki jest naprawdę.- Kiwnęła głową. Czuła się wybrakowana. Owinęła się ramionami. Szymon zdjął z siebie kurtkę i podał Martynie.
Sz: Wiesz... On...- starał się dotrzeć do zapłakanej kobiety.
M: Przestań! Nawet nie próbuj mnie pocieszać... Sama jestem sobie znowu winna. Masz rację, że od początku wiedziałam jakim jest człowiekiem a jednak lgnełam do niego... Sama się prosiłam o kolejne kłopoty.
Sz: Martyna...
M: Nie chcę go wiecej widzieć na oczy...- zmarszczyła bawi, co zdziwiło policjanta. Nigdy wcześniej nie widział jej takiej stanowczej. Poczuła wibracje w telefonie, wiedziała, że to Michał. Ignorowała dźwięki telefonu. Szymon potarł brodę, ale nie chciał się odzywać. To jej decyzja. Dla niego jak najlepsza z możliwych. Teraz to jego czas. I jego telefon zadzwonił. Zerknęli oboje na wyświetlacz. Prychnęła.
Sz: Mogę odebrać i mu nawykać.
M: Nie... Sama to zrobie.- odebrala telefon policjanta.
Mi: Gdzie jesteście? Szukam was wszędzie.
Sz: Jesteś na głośniku, jedziemy z Martyną.- Michał wyczuł, że coś jest na rzeczy.
Mi: Nie martw się Martynko, wszystko załatwiłem.- wesoło zagadnął. Nic nie odpowiadała.
Mi: Halooo, słyszysz?
M: Tak wszytko słyszę i słyszałam.
Mi: Co słyszałaś?- Przeszedł go zimny dreszcz po plecach.
M: Nie tak liga... - głos jej się załamał. Zrozumiał. Jęknął wściekły. Wszystko jasne. Kopnął w oponę samochodu.
Mi: Martyna to nie tak... Proszę cię... chciałem cię chronić przed nimi...
M: Mnie czy siebie?- zapytała stanowczo. Szymon zerknął za kierownicy jak mocno trzymała telefon.
Mi: Tylko i wyłącznie ciebie Martynko... daj mi wytłumaczyć...- poprosił zrezygnowany.
M: Nie. Słyszysz!? Nie będę słuchać twoich kłamstw. Ja...- głos jej się załamał. Przełknęła łzy.
M: Ja nigdy nie będę jedną z tych kobiet za którymi ganiasz! Zrozumiałam Michał... Dziękuję, że mi pomogłeś, nic nie jesteś mi winny już.... Nie będziesz się mnie musiał więcej wstydzić...
Mi: Martyna! Martyna!- krzyczał do telefonu, ale odpowiedziała mu cisza.
Mi: Kurwaaaa mać!- bił rękami i kierownicę. Szymon... To on do tego doprowadził, ale nie odpuści. Nie odda mu Martyny tak łatwo. Ruszył z piskiem opon wściekły do domu. Ich domu. Bo tylko z Martyną ten dom miał sens.
Komentarze
Prześlij komentarz