33

7.12.2020

Gdy tylko przekręcił zamek w drzwiach i przekroczył próg domu, poczuł to. Zapach pierników i ciasteczek unosił się w całym domu. W tym momencie ugięły się pod nim nogi. Zrozumiał, że Martyna na niego nie czeka z tym swoim uśmiechem. Teraz nie wita go nikt. Jest tylko cisza wypełniająca dom. Podszedł do stołu w kuchni i zobaczył świąteczny nowy talerz wypełniony babcinymi ciastkami. Obok leżała torebka z prezentem. Domyślał się, że to miała mu dać. Usiadł ciężko na krześle i ugryzł ciasto. Smakowało dokładnie tak jakby piekła je sama babcia Krysia, gdy był małym chłopcem. Każdy kolejny kęs przyprawiał go o mdłości. 
Mi: Co ja kurwa narobiłem... - warknął, a zaraz potem schował twarz w dłoniach. Chciałby coś teraz rozwalić, krzyczeć, bić... ale musi myśleć trzeźwo, by odzyskać Martynę. Nie może go zostawić. Bez niej wszystko traci sens. Podniósł się z krzesła i postanowił wziąć zimny prysznic, może najdzie go jakiś pomysł... Jednak i czas w łazience nie przyniósł nic odkrywczego. Rozejrzał się po mieszkaniu. Tak bardzo było w nim od jakiegoś czasu dobrze, rodzinnie. Nie zdążył jej powiedzieć jak bardzo ożywiła to miejsce i jak bardzo chce mu się wracać tutaj. Jak bardzo podobały mu się jej pomysły z półkami, lampami, kwiatami. Wszedł do swojej sypialni. Oddał ją Martynie i rzadko tam wchodził by jej nie krępować. Chciał by czuła się bezpiecznie w tym domu, koło niego. Jej rzeczy były poukładane. Stosik książek leżał na stoliku nocnym. Kwiaty zrobiły parapet w zwykłych ceramicznych doniczkach. Pasowały idealnie do jego sypialni. Było tam tylko wielkie łóżko, biurko i szafa. Dodała lekkiej kobiecości, nie narzucała za dużo siebie w jego domu. Uwydatnia tylko jego potencjał. Zerknął na łóżko, było pościelone, dodała kilka poduszek i ich nowy koc leżał tylko w nieładzie. Usiadł na skraju i wziął go do ręki. Powąchał materiał. Pachniał Martyną. Cały pokój nią pachniał. Miał nadzieję, że będzie z nim ten słodki kwiatowy zapach jak najdłużej. Tylko tyle mu zostało po kobiecie życia. Westchnął. Przypomniał sobie o pakunku, który czekał na niego w kuchni. Podszedł do stołu i stał w zamyśleniu. Nie wiedział, czy chce wiedzieć co dla niego przygotowała. Czy ta paczka go nie dobije. Wiedział, że na trzeźwo nie da rady, więc nalał sobie pokaźna kieliszek, który wypił bez mrugnięcia. Potem następny i następny. Poczuł jak trunek rozchodzi się po jego ciele. Teraz wiedział, że może otwierać. Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył nowiutki, skórzany pasek z dopiskiem:
'Wyrzuć ten stary, bo nie wyrwiesz żadnej w knajpie'. Uśmiechnął się, wyobrażając sobie jak pisze to na bileciku z czerwonymi policzkami. Idealna docinka. W ich stylu. Pasek był bardzo prosty z solidną srebrną klamrą. Końcówka również była zakończona srebrnym zdobieniem. Delikatnie go odłożył. 
M: Boże...- potem było tylko gorzej jak zobaczył portfel znanej firmy. Było porządny, bardzo podobny do tego co używał. Czytał, że ma system ochrony kart. Znalazł grosik na szczęście i kolejny bilecik.
'Wiesz, portfel też masz tragiczny! :P Ktoś ci to musi w końcu powiedzieć. Wywal go!' Zaśmiał się głucho i nalał już sam nie wiedział, który kieliszek. Było jeszcze kartka. Bał się ją otworzyć. Długo się wahał patrząc na nią. Był jednak bardzo ciekawy, co mu jeszcze napisała. Czuł się jakby to nie były napisy a sama do niego przemawiała. Słyszał w głowie jej głos, widział oczyma wyobraźni jej twarz. 
'Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Wiem, że to niewiele w porównaniu z tym ile ty mi dałeś od siebie. Jestem Ci bardzo wdzięczna za okazaną mi pomoc. Cieszę się, że mogę nazywać Cię przyjacielem. 
Twoja (jak to mówisz) Martynka'
Zatkało go, litery mu się rozmywały nie wiedział już czy to alkohol czy łzy. Czytała wielokrotnie kartkę. Chwycił za telefon i zaczął dzwonić do Martyny. Błagał w myślach by odebrała. Jednak za każdym razem przełączyło go na pocztę głosową. Chyba za setnym razem się poddał i dotarło do niego jak bardzo zranił kobietę swoich marzeń. Nie sądził, że Szymon posunie się do tak świńskiego zachowania. Wiedzieli oboje, że musiał kłamać i blefować, żeby odczepili się do Martyny. Nie chciał by ją spotkała z ich strony jakaś przykrość a sam jej dokopał. Bił się rękami po głowie.
Mi: Jak mogłeś! Co za baran! Nie ta liga... Debil... Nie zasługujesz na nią... - Ale policjantowi nie odpuści. Wyjaśni go i to jak najszybciej. Był już tak pijany, że położył głowę na blacie stołu i mamrotając przekleństwa zasnął. 

Komentarze