20.12.2020
Michał ledwo trzymał się na nogach, nie miał kontaktu z Martyną. W pracy dowiedział się, że wzięła urlop, ale nic więcej nikt nie wie. Dziadek był wrogo do niego nastawiony od momentu jak dowiedział się, co zaszło między nimi. Nie dziwił się staruszkowi. Sam na siebie nie potrafił patrzeć w lustrze. Zmizerniał, był drażliwy. Nie chciał jeść. Codziennie zaglądał do dziadka, ale ten jedynie pytał czy znalazł Martynę. To było jedyne co słyszał od mężczyzny. Lekarze przekazali mu, że dziadek ma gorsze wyniki, a serce pracuje gorzej. Nie wiedzieli ile pociągnie. Ta wiadomość jeszcze bardziej dobiła policjanta. Kolejny raz wykręcił numer Martyny. Znowu cisza. Schował telefon. Bał się, został całkowicie sam. Oparł się o ścianę i modlił się, by kobieta zaglądnęła do niego. Napisał jej wiadomość, że źle jest z dziadkiem, żeby go odwiedziła. Kucnął pod drzwiami. Oddychał głęboko, nie widząc co ze sobą zrobić. Nagle zadzwonił mu telefon. Szybko sięgnął do kieszeni, licząc, że modlitwa została wysłuchana. To tylko partner.
A: Gdzieś ty jest!?
Mi: W domu starości.- odpowiedział bez emocji.
A: Zebranie do chuja jest! - Michał poderwał się. Chwycił swoją granatową kurtkę.
Mi: Jadę... Wymyśl coś. Spotkanie z informatorem, czy coś.
A: Wisz mi za to dobrą flachę Janicki!- rozłączył się. Michał biegł do auta. Był nakręcony. W końcu zobaczy ukrywającego się Szymona. Od czasu przesłuchania, znikł razem z Martyna. Ręka aż go swędziała. Pędził z kogutem włączonym. Wpadł do sali konferencyjnej. Mierzył od progu Szymona. Nie spuszczał z niego wzroku.
A: Ty, bo go zabijesz wzrokiem zaraz.
Mi: Lepiej, żebyś się nie wtrącał!- Warknął. Policjant odsunął się od kolegi. Michał nie słuchał zebrania. Nie interesowały go zmiany, ani poszukiwani pokazywani na ekranie. Wybrał numer Martyny. Usłyszał wibracje. Podniósł wzrok i rozejrzał się po sali. Szymon popatrzył na niego. Michał kpiąco się uśmiechnął. Raz jeszcze dla pewności wybrał numer kobiety. Znów wibracja. Podszedł do wieszaka, nim Szymon zdążył zareagować. Kilku policjantów patrzyło co się dzieje. Michał trzymał w ręce telefon Martyny. Ścisnął go.
Sz: Do mojego gabinetu Janicki.- minął go, szturchając.
A: A zebranie? Co się tutaj kurwa dzieje!?
Sz: Nie twój interes! Koniec zebrania. wracać do roboty! - Michał szedł za przełożonym. Gdy tylko zamknęły się drzwi, doskoczył do szefa.
Sz: Oddaj telefon. - Wyciągnął rękę.
Mi: Wal się! Co ty odpierdalasz!? Zabrałeś jej telefon!?
Sz: Sama mi go oddała, nie może znieść jak do niej dzwonisz. Czego jeszcze nie rozumiesz!?- Oparł się o birko. Michał dyszał. Wzbierał się w nim gniew.
Mi: Na tyle cię stać? Specjalnie pozwoliłeś jej słuchać mojej rozmowy z chłopakami. Jesteś kurwa tchórzem pierdolonym. Wiedziałeś, że muszę coś wymyśleć, żeby dali jej spokój.
Sz: Nie! Janicki, to są twoje słowa. W końcu przejrzała na oczy kim naprawdę jesteś i za co ją masz! Oddaj telefon! - Zbliżył się do Michała. Ten cię cofnął.
Mi: Oddam go, ale Martynie osobiście. Powiedz jej, że go mam i że z dziadkiem jest źle... - Szymon zaśmiał się.
Sz: Naprawdę!? Użyjesz dziadka, żeby ją zobaczyć!? I kto tu nisko upadł!? Bogaty smarkacz, nigdy nie ponosi odpowiedzialności, co?- Zaczepił Michała. Doskoczył do przełożonego.
Mi: Uważaj, bo ten bogaty smarkacz nie ma aktualnie hamulców...- Wykrzyczał mu w twarz i złapał za bluzę.
Sz: Popatrz na siebie... Daj jej spokój. To koniec Janicki. Przegrałeś. Ona cię nie chce. Idź do tych swoich pustych dup.- Michał wymierzył mu cios w nos. Szymon zatoczył się. Załapał się za krwawiący nos.
Mi: Nie ty o tym decydujesz, frajerze.
Sz: Zaraz wylecisz dyscyplinarnie!
Mi: Ok. Czekam. - Szymon rzucił się na niego. Zaczęli się przepychać po całym pokoju. Ciosy leciały jeden za drugim. W końcu rozdzielił ich Adrian, który słyszał hałasy z sąsiedniego pokoju. Złapał Michała.
A: Spokój! Co jest z wami do kurwy!?- Michał się szamotał. Szymon wycierał obitą twarz.
Sz: Nie twój zasrany interes!
A: Nie mój, ale zaraz zleci się tutaj cała komenda! A wy wylądujecie u komendanta! Cieszcie się, że zostałem sam! Bo bym wam to nie uszło! Chuje głupie! Co ty Maj tutaj robisz!? Jesteś podobno na L4- Odciągnął Michała.
Sz: Wypierdalajcie stąd! Zanim...
Mi: Zanim co!? Poskarżysz się!?- Adrian próbował wypchnąć partnera za drzwi.
Mi: On umiera... Musi wiedzieć!- Wyszedł. Adrian pytająco się na niego patrzył. Ochłonął. Adrian podał mu zimną butelkę. Przyłożył ją do kości policzkowej.
A: Co wam odjebało?
Mi: Mówiłem ci, żebyś się nie wtrącał.
A: Ciężko było się nie wtrącić.- wskazał na ścianę. Michał prychnął. Odchylił głowę do tyłu. Bolała go szczęka i oko. Dawno tak się nie pobił z nikim. Zszedł z niego cały testosteron. Czuł się ciut lepiej. Wklepał Szymonowi za Martynę.
A: Kto umiera?- Przerwał ciszę.
Mi: Mój dziadek...
A: Przykro mi stary...To dlatego tyle siedzisz u niego.- To było coś czego potrzebował.
Mi: A co by innego!
A: Wiesz...- Michał wiedział do czego i kogo zmierza.
Mi: Nie brnij... Nie mam siły na drugą rundę.- Wykrzywił usta. Adrian klepnął go w ramię.
A: Umyj się i ogarnij. Nie wiem co ci zrobił Maj, ale wpierdoliłeś mu porządnie.
Mi: Jakoś mi go nie żal.- Zerknął ponuro na kumpla.
A: Mnie też. Wkurwia mnie ostatnio...- Zaśmiali się.
A: Ale i tak się cieszę, że to ty mu przyjebałaś a nie ja!
Mi: Wal się! - wstał ciężko z krzesła i poszedł do ubikacji. Umył twarz. Nie wyglądał najlepiej. Ale już wie, że Martyna nie miała jak dostać jego wiadomości.
Komentarze
Prześlij komentarz