27.12.2020
Biegła do sali płacząc. Za nią leciał Szymon, który przywiózł roztrzęsioną kobietę do domu starości. Michał zadzwonił, że nie przyjdzie do pracy, bo dziadek jest w stanie krytycznym. Wiedział, że poinformował Martynę, więc pojechał po nią. Nie gadała z nim za bardzo od Wigilii. Była zła na niego za zatajenie. A chciał ją chronić przez Michałem i jego wpływem. Teraz to nie miało żadnego znaczenia. Przed drzwiami zatrzymał rozpędzoną kobietę Michał.
M: Co z nim?
Mi: Chciał księdza...- Patrzyła jak ma zaciśniętą szczękę. Musi mu być ciężko.
M: Chodź, pomodlimy się z nimi...
Mi: Ja nie bardzo... potrafię.- Złapała go za przedramię ciągnąc za sobą.
M: Nie chcę być tam sama... A on na nas liczy.- Nic więcej nie musiała dodawać. Szymon zatrzymał z 3 sale dalej. Nie chciał w tym uczestniczyć. Chociaż patrzenie na nich razem też nie było najprzyjemniejsze. Michał patrzył jak z pokorą Martyna klęczy i modli się. Zazdrościł jej tej siły w wierze. Nie rozumiał jej. Stał jak słup soli. Obserwował jak ksiądz udziela namaszczenia i odpuszcza winy. Ksiądz poklepał go po plecach i oferował swoje wsparcie.
Mi: Zostawię cię z dziadkiem samą. Pożegnajcie się...
M: A ty? Nie musisz wychodzić...- Ale już go nie było
M: Dziadku... Zaopiekuję się nim. obiecuję... Nie będzie sam, nie martw się... Będę się nim tak opiekować jak ty babcią Krysią... Życzę sobie takiej miłości jak wy mieliście. Dziękuję ci, że choć na chwilę miałam dziadka. - Martyna trzymała dziadka za rękę gdy aparatura zaczęła piszczeć. W kilka sekund byli lekarze. Martyna zapłakana popatrzyła przez ramię na Michała i pokiwała przecząco głową widząc jak lekarze szykują się do reanimacji. Bez słów wiedział, co mówi.
Mi: Nie reanimować... Taka była wola dziadka... Pozwólcie mu odejść.- Powiedział stanowczo. Martyna wybuchła pierwszy raz z życiu głośnym, pełnym bólu płaczem, którego nie słyszał nigdy. Zbliżył się do niej. Nie płakała tak nawet jak ją bił Jan, jak on ją zranił. Pozwoliła mu się dotknąć. Usiadł koło niej na łóżku. Słyszał jak przez mgłę lekarza, który określił czas zgonu. Mówił coś jeszcze, ale nie słuchał. Zostali sami.
M: Tak mi przykro Michał... Naprawdę mi przykro...
Mi: Ci....Ciiii.- Przytulił ją do siebie. Płakała mu w pierś. Starał się trzymać dla niej. Nie pokazać jak mu ciężko. W końcu się uspokoiła.
M: On cię bardzo kochał. Może tego nie wiesz, ale zawsze z dumą o tobie mówił.
Mi: Nie tak bardzo jak ciebie. Byłaś jego ulubioną wnuczką.- Odsunęła się od niego.
M: Gdybyś coś potrzebowała to jestem. Odbiorę każdy twój telefon. - zadeklarowała prosto z serca. Taka była pomyślał Michał. Szczera i dobra. Nie myślała o sobie o tym jak ją zranił. Oferowała swoją pomoc.
Mi: Dziękuję, że byłaś przy nim w ostatnich chwilach. - Wstała i popatrzyła na siedzącego blondyna. Miał twarz w dłoniach. Poszła do dyrekcji pomóc w formalnościach, żeby odciążyć Michała. Tylko tyle mogła zrobić. Pomóc przy pogrzebie. Tym też zajmował się dom starości. Wyborem klepsydr, trumien itp. Jako, że dobrze znała dziadka a chciała oszczędzić bólu Michałowi. Pożegnała się z dyrekcją, zamówiła u kapelana mszę od siebie w intencji dziadka i podeszła do Szymona. O nic nie pytał. Odwiózł ją pod blok. Nawet nie miała ochoty go zapraszać. Uszanował to. Usiadła na małej sofie. Czuła pustkę. Zastanawiała się jak Michał. Jakby go myślami ściągnęła. Popatrzyła na wyświetlacz telefonu i szybko odebrała.
Mi: Pogrzeb będzie 29.01 o 11 w Batowicach...- urwał...
M: Dziękuję za informację. Będę... Michał jak się trzymasz?- Zagadnęła łagodnie...
Mi: Jakoś...
M: Przyjedzie twoja rodzina?
Mi: Tak, z radością udadzą się do notariusza po pogrzebie... - powiedział z goryczą.
M: Przykro mi, że tak jest...
Mi: Niestety. Kończę.- Nim zdążyła cos dodać to się rozłączył.
Komentarze
Prześlij komentarz