3.01. 2021
Od pogrzebu nie rozmawiała z Michałem. Nie zadzwonił do niej ani razu. Ona również nie próbowała się z nim więcej kontaktować. Było jej ciężko go zrozumieć. Może tak będzie lepiej. Nawet tak miało być i powinno tak pozostać. Jej rola opiekunki skończyła się. On jej też się odwdzięczył i pomógł wyjść z bagna. Zapięła kurtkę i spojrzała w lustro. Nie są sobie więc już nic winni. Wychodziła właśnie z domu spokojnej starości, kiedy zauważyła zatrzymujący się przy chodniku radiowóz. Drzwi kierowcy otworzyły się. Wysiadł Adrian. Martyna od razu poczuła nieprzyjemne napięcie. Nie lubiła go. Od początku był wobec niej szorstki, oschły i nieprzyjemny. Nigdy nie próbował nawet udawać, że ją lubi. Przy nim zawsze miała wrażenie, że powinna uważać na każde słowo. Ale teraz odkąd zna jego sekret czuje się jeszcze bardziej nieswojo. Czego może chcieć od niej. Ruszyła przed siebie, udając, że go nie zauważyła. Modliła się, żeby jej nie zawołał. Nie zauważył. Wiedziała, że to niemożliwe, ale jednak miała małą iskrę nadziei.
A: Grabowska. - Zatrzymała się. Napięła ramiona. Zauważył...
M: Słucham?- powoli odwróciła się w jego stronę.
A: Podejdź. - Wskazał palcem. Nie ruszyła się. Adrian spojrzał na nią chłodno z pogardą. Prychnął.
A: Nie każ mi się powtarzać.- Zrezygnowana podeszła kilka kroków. Wiedziała, że takich jak on i Jan się nie prowokuje. Wiedziała jak to się może skończyć.
M: Czego chcesz? - Starała się panować nad drżącym głosem. Nie patrzyła na niego. Za bardzo się bała spojrzeć w jego oczy.
A: Co z Janickim?- Zmarszczyła nieznacznie brwi.
M: Nie wiem, nie rozmawiam z nim od pogrzebu... To chyba wy się widujecie w pracy.- Odbiła piłeczkę. Zaśmiał się kpiąco. Klasnął w ręce.
A: Odważnie pogrywasz.- Jego ton sprawił, że zacisnęła usta. W duchu skarciła się. To było głupie z jej strony. Powinna zważać na słowa przy nim.
M: Jeśli masz coś powiedzieć, to powiedz, bo spieszę się.- Czuła jak zaczyna jej szumieć w uszach. Musi zachować spokój. Nie może teraz dostać ataku paniki. Schowała ręce do kieszeni. A tam wbiła paznokcie w środek dłoni. Tak, żeby ból ją otrzeźwił. Wbijała raz za razem paznokcie aż szum nie ustał.
A: Michał od kilku dni nie pojawia się w pracy.-Martyna spojrzała na niego uważniej.
M: Co się stało?
A: Nic, z czym policja nie mogłaby sobie poradzić.- Wykrzywił usta w uśmieszku. Westchnęła nie mając ochoty na przepychanki.
M: Czyli?
A: Pije.- Poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Wiedziała z Michała opowieści, że miał kiedyś problemy z używkami. Przełknęła ślinę. To nie było dla niego bezpieczne. Co innego napić się kilka kieliszków, opić się, ale pić na umór mogło być dla niego zgubne.
A: Biedaczek chyba ma żałobę... Nie idzie go wyciągnąć z domu... - Trawiła słowa partnera Michała. Adrian zrobił krok w jej stronę. Odruchowo odsunęła się i zasłoniła ręką.
M: I co ja mam z tym wspólnego?
A: To, że go postawisz na nogi.
M: A co jeśli odmówię? Nie chcę się mieszać... Poza tym, przypomniałam sobie... Pamiętam cię z bidula!- Nachylił się nad nią. Bała się. Niepotrzebnie powiedziała. Widziała obłęd w jego oczach. Taki sam miał Jan. Nigdy nie zapomnie tego wyrazu twarzy.
A: W takim razie skoro już sobie odświeżyłaś pamięć.... To powiem wprost! Jesteś mi coś winna.
M: Nie jestem ci nic winna.- Broniła się.
A: Nie prowokuj mnie, bo Jan przy mnie to pestka!- Zadrżała.
A: Nie chcesz, żeby spotkało cię to co Jana gdy mi odmówił.- Zamarła. Otworzyła usta, ale nie mogła nic powiedzieć. Przecież Jan popełnił samobójstwo... A co jeśli ktoś mu pomógł... Patrzyła na niego przerażona. Rozglądnęła się. Byli sami. Ani jednej osoby na ulicy.
A: Co? Boisz się? Przecież już raz ci pomogłem. Dom masz, problem z głowy też. Powinnaś być mi wdzięczna.- Pogłaskał ją po zimnym policzku. Nie ruszyła się. Stała sparaliżowana. Słyszała tylko bicie własnego serca.
M: Czego chcesz od Michała? On nie ma z tym nic wspólnego!
A: Oj, mylisz się. Miałem inne plany, ale dowiedziałem się jakim bogatym skurwielem jest... Teraz jest mi potrzebny
M: Do czego?
A: A to już nie twoja sprawa. Wystarczy, że postawisz go na nogi. Jest mi potrzebny, a w takim stanie jest bezużyteczny.- Odwrócił się i ruszył w stronę radiowozu. Martyna patrzyła za nim.
M: Adrian... - Zatrzymał się przy otwartych drzwiach.
M: Jeśli coś mu zrobisz...- Odwrócił głowę.
A: Nic mu nie zrobię. - Ale zaraz po chwili dodał.
A: Na razie. - Uniósł rękę. Nie wiedziała czy się z nią pożegnał, czy zagroził. Stała dłuższą chwilę na chodniku. Nie podobało się jej to. Ani trochę. Co on kombinuje. Czy on ją tylko straszy, czy faktycznie coś zrobił Janowi. Przecież to bez sensu. A jednak kilkadziesiąt minut później jechała w stronę kamienicy.
Komentarze
Prześlij komentarz