41

 3.01.2021


Kilka minut później wysiadła z autobusu. Przez całą drogę zastanawiała się, czy dobrze robi.
Adrian nie zostawił jej właściwie wyboru. Im dłużej jednak o tym myślała, tym bardziej była przekonana, że nie tylko jego słowa ją tu przywiozły. Martwiła się o Michała. Nie chciała się do tego przyznać nawet przed samą sobą. Weszła do kamienicy i powoli pokonała schody. Stanęła przed drzwiami jego mieszkania. Przez chwilę patrzyła na nie bez ruchu. Od pogrzebu nie rozmawiali. Powinna była odejść. Zapukała. Raz. Drugi.
M: Michał?- odpowiedziała jej cisza. Zapukała mocniej.
M: To ja.- Nadal nic. Wyjęła telefon i wybrała jego numer. Po chwili usłyszała gdzieś za drzwiami cichy dźwięk telefonu. Zmarszczyła brwi. Czyli był w środku.
M: Michał, otwórz. Proszę!- Żadnej odpowiedzi. Westchnęła. Sięgnęła do torebki. Palce zacisnęły się na małym kluczu. Przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce go użyć. Breloczek z koniczyną błysnął. Przypomniała sobie jak dostała go od mężczyzny gdy dorabiali klucze. Stwierdził, że może jej przynieść szczęście. Nigdy mu go nie oddała. Po tym wszystkim powinna była. A jednak nadal go miała. Wsunęła klucz do zamka. Drzwi ustąpiły.
M: Michał?- Weszła do środka. Od razu poczuła zapach alkoholu. Zatrzymała się. W mieszkaniu panowała cisza. Nie ta zwyczajna. Ciężka. Niepokojąca. Zrobiła kilka kroków. W salonie zobaczyła porozrzucane butelki. Jedne były puste, inne jeszcze prawie pełne. Na stole leżały papiery, obok kanapy walała się porzucany mundur.
M: O Boże...-  Spojrzała w stronę kanapy. Michał siedział na podłodze, oparty plecami o jej bok.
W dłoni trzymał butelkę. Miał rozczochrane włosy i kilkudniowy zarost. Wyglądał zupełnie inaczej niż policjant, którego znała. Podniósł głowę. Przez chwilę patrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem. Wyglądała na nieszczęśliwego. Oczy miał wyraźnie czerwone i pokrążone. Płakał. W samotności. Jak ona kiedyś. Ścisnęło ją w sercu. Nikt nie powinien cierpieć w samotności. On próbował jej pomóc a ona po jednym telefonie poddała się. 
Mi: Co ty tutaj robisz?- Wyrwał ją z rozmyślania. Patrzył na nią nieco przytomniejszym wzrokiem. 
M: Ty mi powiedz.- Martyna skrzyżowała ręce.
Mi: Pytałem poważnie.- Uniósł butelkę i upił łyk nie spuszczając z niej wzroku. 
M: Spotkałam Adriana i powiedział, że nie pojawiasz się w pracy.- Michał prychnął.
A: Doniósł ci? Czy się z nim zaczęłaś spotykać?- Był kąśliwy. Sam nie wiedział czemu jej dogryzł. 
M: Powiedział, że pijesz. - Uniósł znowu butelkę.
Mi: Możesz mu powiedzieć, żeby spierdalał. Jeszcze coś Martynko? - Spojrzała na niego uważnie. Nie da mu się sprowokować. Chociaż tekst ją zabolał nie dała po sobie nic poznać. Wiedziała, że jest pijany i rozgoryczony. 
M: Przyszłam zobaczyć, jak sobie radzisz.- Powiedziała szczerze. 
Mi: Jak widać na załączonym obrazku. Jest cudownie.- Zakpił upijając wódkę. Potrząsnął pustą butelką i ją wyrzucił. 
M: Nie rób z siebie idioty...
Mi: Za późno. - Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. Martyna podeszła do niego i kucnęła. Zaczęła zbierać jego mundur z podłogi. 
Mi: Po co tak naprawdę przyszłaś?- zapytał cicho. Przysiadła na sofie trzymając kurtkę gabardynową. Spuściła wzrok. 
M: Dziadek Staszek...- Michał zesztywniał.
Mi: Nie zaczynaj...- Poprosił błagalnym tonem. 
M: Obiecałam mu coś...- Nie odpuszczała. Taka była prawda, że była to winna dziadkowi. Obiecała mu na łożu śmierci, że zaopiekuje się nim. A jest osobą, która dotrzymuje danego słowa. Zwłaszcza dziadkowi, który był dla niej ważny. Był jak rodzina. 
Mi: Co?!
M: Że cię nie zostawię.- Zaśmiał się ponuro. 
Mi: Nie musiałaś niczego obiecywać... Możesz odejść. Żyje. - Zmarszczyła brwi. 
M: Nie. Nie odejdę. Obiecałam mu, że nie zostawię cię samego. - Spojrzał ostro na nią. Mierzyli się. Wiedział, że nie odpuści. Taka była. Dobra. Bezinteresowna. Niczego nie oczekiwała w zamian. Nie jak jego popieprzona rodzina. Po tym jak ją potraktowali przyszła i martwi się o jaką obietnicę. Zacisnął wargi. 
Mi: Trochę się spóźniłaś.  Dziadek odszedł. Rodziny nie mam... Ty też mnie nie chcesz znać. Więc chyba wszystko jasne. - Czekał jak wyjdzie, ale ona siedziała dalej. Patrzyła na jego nazwisko naszyte na mundurze. Przejechała po nim palcami. Chciał wiedzieć o czym myśli. Na pewno miała wiele pytań. 
M: Rodzina to jedno, ale ja to ja.- Powiedziała po chwili i popatrzyła mu w oczy. 
Mi: Też odejdziesz. Więc po co to robisz? - Uciął, biorąc kolejną butelkę. Podeszła i wyrwała mu butelkę z ręki. 
M: Dość już! Słyszysz? Dość! Jestem tutaj.- Odstawiła butelkę na stolik kawowy. Próbował się podnieść, ale zachwiał się. Martyna złapała go za ramię. 
M: Uważaj. 
Mi: Poradzę sobie.
M: Taaa... Właśnie widzę... - Przewróciła oczami co nie umknęło jego uwadze. Była zła. Zawsze marszczyła czoło gdy się gniewała. 
Mi: Jesteś nieznośna. Nachalna. I ja...- Urwał. Nie mógł skończyć. Popatrzył na jej szarozielone oczy. Były piękne. Jak ona i jej wnętrze. 
M: A ty jesteś pijanym dupkiem. Zachowujesz się jak rozkapryszony dzieciuch!- Odwdzięczyła się. Kącik jego ust drgnął.
Mi: Brakowało mi tego, wiesz?
M: Czego?
Mi: Ciebie tutaj...- Zamilkła nie wiedząc co na to opowiedzieć. Nie chciała w to brnąć. Michał zrobił krok, potem następny. Nagle oparł się o nią całym ciężarem. Jego głowa spoczęła na jej ramieniu. 
M: Michał...- powiedziała błaganie. Serce znowu zaczęło jej walić. Nie chciała go znowu tak blisko siebie. 
Mi: Tylko chwilę.- głos miał cichy i znużony. Martyna powoli położyła dłoń na jego plecach. Pogładziła go kilka razy. Trwali tak chwile. Nie wiedziała jak może go pocieszyć. Jak mu ulżyć. 
Mi: Zostałem sam...- Martyna przełknęła ślinę. 
M: Na własne życzenie. 
Mi: Wiem... Przepraszam...- Pogładziła go jeszcze raz.  Była zdziwiona jego szczerością i bezbronnością. On podniósł głowę. Był zbyt blisko jej twarzy. Patrzył na jej usta.
M: Nie będziemy teraz rozmawiać. Jesteś pijany. Nie ma to sensu. - Lekko go odepchnęła go od siebie. Potrzebowała przestrzeni. Miała nadzieję, że prze to w jakim jest stanie upojenia alkoholowego nie zauważył jej rumieńca. Czemu tak zareagowała. Wiedziała, że to bez sensu. 
Mi: To co mam zrobić?- Zapytał zupełnie niewinnie.
M: Idź pod prysznic a potem spać.
Mi: Idziesz ze mną?- Zaczepie zapytał. Odepchnęła go lekko od siebie. Westchnęła. 
M: Mam inne plany.
Mi: Ta? 
M: Patrz jaki syf zrobiłeś, Masz w ogóle coś w lodówce? - Wzruszył ramionami. Odsunął się od niej i ruszył koślawo w stronę łazienki, ale przed drzwiami zatrzymał się.
Mi: Nadal masz klucz? Myślałem, że oddałaś go z innymi rzeczami...- Odwróciła speszona wzrok.
M: Chcesz go?- Wyciągnęła go z kieszeni i podała mu rękę z nim. Popatrzył na koniczynkę. 
Mi: Nie, zatrzymaj go.- Zniknął w łazience. Po chwili usłyszała szum wody. Została sama. Spojrzała na bałagan. Westchnęła. Zakasała rękawy i zaczęła zbierać butelki. Resztki trunku wylała do zlewu. Przy każdej pustej butelce wracały do niej słowa Adriana. Co on zamierza zrobić. Po co mu Michał? Spojrzała w stronę łazienki. Powinna mu powiedzieć. Powinien wiedzieć o Adrianie i łączącej ich relacji. Ale czy może mu ufać i dlaczego wcześniej mu nie powiedziała. Jeszcze jakiś wcześniej myślała, że go zna. Teraz nie była pewna niczego. Nie usłyszała jak wyszedł z łazienki. Spojrzał na posprzątane i wywietrzone mieszkanie.
Mi: Ty to wszystko zrobiłaś?- Poderwała się wyrwana z zamyślenia. 
Mi: Nie chciałem cię przestraszyć. O czym myślałaś?- Bacznie ją obserwował. 
M: O życiu. Usiądź zaraz zrobię coś do jedzenia. - Nadal był blady i zmęczony, ale przypomniał już człowieka którego znała. Wykonał polecenie. Czekał w ciszy i obserwował jak smażyła jajecznicę z szynką. Podała mu talerz. 
Mi: Dobre.
M: Wiem. - Była pewna swoich umiejętności kulinarnych. Spojrzał na nią. Stała ze skromnym uśmiechem. Patrzyła jak je. Miał wrażenie, że sprawia jej to przyjemność. 
Mi: Zostań jeszcze chwilę. Pójdę spać, ale nie chcę być sam.- Skinęła głową. Po chwili Michał wstał i ruszył do sypialni, którą kiedyś bez zastanowienia oddał jej. 
Mi: Martynko, dziękuję. -Tym razem nie odpowiedziała.  Patrzyła tylko jak zamyka za sobą drzwi. Potem spojrzała na jego telefon. Miał mało procent baterii. Chcąc go podłączyć zobaczyła na wyświetlaczu napis Adrian. I po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać jak powiedzieć Michałowi wszystko.

Komentarze