04.01.2021
Obudził go zapach rosołu. Przez chwilę leżał nieruchomo, próbując sobie przypomnieć, gdzie jest. Głowa pulsowała mu niemiłosiernie, a w ustach miał suchość, jakby przez całą noc jadł piasek. Otworzył oczy. Przez szparę między zasłonami wpadało blade, zimowe światło. Skrzywił się.
Mi: Kurwa...-Usiadł na łóżku i przez chwilę siedział bez ruchu. Przetarł rękami po twarzy. Potem wróciły wspomnienia. Dziadek. Pogrzeb. Butelka. Martyna. Zmarszczył brwi. Nie pamiętał wszystkiego. Podniósł się powoli i wyszedł z sypialni. Zapach rosołu był coraz mocniejszy. Zatrzymał się w progu kuchni. Martyna stała przy kuchence. Miała na sobie szersze jeansy i czekoladowy, zapinany sweter na duże guziki. Jeden z nich był niedopięty, a materiał co chwilę zsuwał się jej z ramienia. Poprawiała go jedną ręką, drugą mieszając coś w garnku. Nuciła kolędę pod nosem. Michał oparł się o framugę. Ten zwyczajny widok był kiedyś jego ulubionymi porankami... Kiedyś... Jak mógł to zepsuć. To miejsce tętniło życiem tylko dzięki niej. A Martyna nawet nie zdawała sobie sprawy ile wniosła tutaj energii. Miał ochotę podejść do niej i pocałować ją w gołe ramię. Przytulić. Napawać się jej ciepłem i zapachem. Poczuć spokój, który tylko ona mu dawała. Potrząsnął głową. Nie po tym wszystkim. Zranił ją i więcej jej nie tknie. Nie zasługuje na niego. Ona musi znaleźć kogoś takiego jak ona. Dobrego i porządnego. Czuł gulę w gardle.
Mi: Ty zawsze wchodzisz ludziom do mieszkania bez pytania? - Odwróciła się gwałtownie.
M: Pukałam. - Poprawiła sweter.
Mi: I?- Pokazał gestem by mówiła dalej.
Mi: Kurwa...-Usiadł na łóżku i przez chwilę siedział bez ruchu. Przetarł rękami po twarzy. Potem wróciły wspomnienia. Dziadek. Pogrzeb. Butelka. Martyna. Zmarszczył brwi. Nie pamiętał wszystkiego. Podniósł się powoli i wyszedł z sypialni. Zapach rosołu był coraz mocniejszy. Zatrzymał się w progu kuchni. Martyna stała przy kuchence. Miała na sobie szersze jeansy i czekoladowy, zapinany sweter na duże guziki. Jeden z nich był niedopięty, a materiał co chwilę zsuwał się jej z ramienia. Poprawiała go jedną ręką, drugą mieszając coś w garnku. Nuciła kolędę pod nosem. Michał oparł się o framugę. Ten zwyczajny widok był kiedyś jego ulubionymi porankami... Kiedyś... Jak mógł to zepsuć. To miejsce tętniło życiem tylko dzięki niej. A Martyna nawet nie zdawała sobie sprawy ile wniosła tutaj energii. Miał ochotę podejść do niej i pocałować ją w gołe ramię. Przytulić. Napawać się jej ciepłem i zapachem. Poczuć spokój, który tylko ona mu dawała. Potrząsnął głową. Nie po tym wszystkim. Zranił ją i więcej jej nie tknie. Nie zasługuje na niego. Ona musi znaleźć kogoś takiego jak ona. Dobrego i porządnego. Czuł gulę w gardle.
Mi: Ty zawsze wchodzisz ludziom do mieszkania bez pytania? - Odwróciła się gwałtownie.
M: Pukałam. - Poprawiła sweter.
Mi: I?- Pokazał gestem by mówiła dalej.
M: Nie otwierałeś...
Mi: To chyba mówi samo przez się... Że nie życzy sobie ktoś odwiedzin. Trzeba było odejść. - Słuchała z niedowierzaniem jego wywodu. Jednak ma się lepiej niż sądziła. Wrócił do formy. Prychnęła z dezaprobatą. On się nigdy nie zmieni.
M: Mogłam.- Popatrzył na nią chwilę. Nic nie dodał widząc jej zmieszanie. Michał przeszedł do stołu i ciężko usiadł na krześle.
Mi: Co gotujesz?
M: Rosół. Najlepszy na kaca i w zimowe dni.
Mi: Aż tak troszczysz się o mnie?- Zakpił. Ale w sumie chciał usłyszeć, że tak. Że mają jakaś szansę.
M: Nie schlebiaj sobie.- Ucięła, na co uśmiechnął się pod nosem. Martyna postawiła przed nim miskę.
Michał spojrzał na rosół, potem na nią. Wyglądał smakowicie. Z resztą jak wszystko co ugotowała kobieta. Miała talent. Ścisnął łyżkę w ręce.
Mi: To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś poza babcią ugotował mi coś po tym, jak nawywijałem po pijaku...- Westchnął. Wziął łyżkę. Pierwszy łyk. Potem drugi. Po chwili jadł już znacznie szybciej. Martyna obserwowała go z niedowierzaniem. Poruszona jego słowami. Czy naprawdę był zdany na siebie? O niego też nikt się nie troszczył?
M: Ty w ogóle coś jadłeś przez ostatnie dni? - Nie odpowiedział. Dokończył pierwszą miskę.
Mi: Nie bardzo.. Mogę dokładkę? -Nalała mu drugą. Druga miska zniknęła równie szybko. Nie komentowała.
M: Mogłam.- Popatrzył na nią chwilę. Nic nie dodał widząc jej zmieszanie. Michał przeszedł do stołu i ciężko usiadł na krześle.
Mi: Co gotujesz?
M: Rosół. Najlepszy na kaca i w zimowe dni.
Mi: Aż tak troszczysz się o mnie?- Zakpił. Ale w sumie chciał usłyszeć, że tak. Że mają jakaś szansę.
M: Nie schlebiaj sobie.- Ucięła, na co uśmiechnął się pod nosem. Martyna postawiła przed nim miskę.
Michał spojrzał na rosół, potem na nią. Wyglądał smakowicie. Z resztą jak wszystko co ugotowała kobieta. Miała talent. Ścisnął łyżkę w ręce.
Mi: To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś poza babcią ugotował mi coś po tym, jak nawywijałem po pijaku...- Westchnął. Wziął łyżkę. Pierwszy łyk. Potem drugi. Po chwili jadł już znacznie szybciej. Martyna obserwowała go z niedowierzaniem. Poruszona jego słowami. Czy naprawdę był zdany na siebie? O niego też nikt się nie troszczył?
M: Ty w ogóle coś jadłeś przez ostatnie dni? - Nie odpowiedział. Dokończył pierwszą miskę.
Mi: Nie bardzo.. Mogę dokładkę? -Nalała mu drugą. Druga miska zniknęła równie szybko. Nie komentowała.
Mi: Teraz mogę umrzeć spokojnie. - Oparł się o krzesło. Ręką przejechał po brzuchu. Tego mu było trzeba. Ciepły rosołek.
M: Nie przesadzaj.- Prychnęła.
MI: Byłem umierający! - Upierał się przy swoim.
M: Taa. Pamiętam. Wyglądałeś okropnie. - Zapadła między nimi krótka cisza. Patrzył na zmęczoną twarz kobiety. Teraz zauważył, że ona też ma jakieś zmartwienia. Znał te smutne oczy.
Mi: Byłaś tutaj całą noc?
M: Chciałbyś.- Ucięła. Zaśmiał się.
M: Nie przesadzaj.- Prychnęła.
MI: Byłem umierający! - Upierał się przy swoim.
M: Taa. Pamiętam. Wyglądałeś okropnie. - Zapadła między nimi krótka cisza. Patrzył na zmęczoną twarz kobiety. Teraz zauważył, że ona też ma jakieś zmartwienia. Znał te smutne oczy.
Mi: Byłaś tutaj całą noc?
M: Chciałbyś.- Ucięła. Zaśmiał się.
Mi: Nie musiałaś mnie pilnować.
M: To nie musiałeś mnie błagać, żebym została... - Pogładziła sweter. Parsknął śmiechem.
Mi: Aż tak źle było?
M: Gorzej niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić.-Uśmiechnęła się złośliwie. Chciała mu trochę dokuczyć za wczoraj. Należało mu się.
Mi: Świetnie. - Michał oparł się o krzesło. Próbował sobie odświeżyć pamięć, ale pamiętał tylko urywki. Głównie jej twarz, dotyk. Przeczesał zażenowany ręką włosy. Co on nawyprawiał? Miał nadzieję, że nie powiedział nic głupiego.
Mi: Czekaj! Co ja wczoraj mówiłem?- Martyna uśmiechnęła się pod nosem.
M: Oj, miałeś bardzo wiele do powiedzenia. Nie pamiętasz?- Droczyła się z nim widząc, że faktycznie ma mgłę.
Mi: Nie wszystko...- Denerwował się. Patrzył na swoje ręce oparte o stół.
M: To może lepiej dla ciebie.
Mi: Martyna! Co powiedziałem? - Był niczym zagubione dziecko. Podniósł na nią wzrok. Patrzyła na niego nieco rozbawiona. Nie wiedział, czy się z niego naśmiewa czy jednak jest coś na rzeczy. W końcu westchnęła.
M: Że zostałeś sam...- Spoważniał. Było mu wstyd.
Mi: Co jeszcze?
Mi: Aż tak źle było?
M: Gorzej niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić.-Uśmiechnęła się złośliwie. Chciała mu trochę dokuczyć za wczoraj. Należało mu się.
Mi: Świetnie. - Michał oparł się o krzesło. Próbował sobie odświeżyć pamięć, ale pamiętał tylko urywki. Głównie jej twarz, dotyk. Przeczesał zażenowany ręką włosy. Co on nawyprawiał? Miał nadzieję, że nie powiedział nic głupiego.
Mi: Czekaj! Co ja wczoraj mówiłem?- Martyna uśmiechnęła się pod nosem.
M: Oj, miałeś bardzo wiele do powiedzenia. Nie pamiętasz?- Droczyła się z nim widząc, że faktycznie ma mgłę.
Mi: Nie wszystko...- Denerwował się. Patrzył na swoje ręce oparte o stół.
M: To może lepiej dla ciebie.
Mi: Martyna! Co powiedziałem? - Był niczym zagubione dziecko. Podniósł na nią wzrok. Patrzyła na niego nieco rozbawiona. Nie wiedział, czy się z niego naśmiewa czy jednak jest coś na rzeczy. W końcu westchnęła.
M: Że zostałeś sam...- Spoważniał. Było mu wstyd.
Mi: Co jeszcze?
M: Naprawdę takie to ważne?- Spojrzał na nią podejrzliwie.
Mi: Zrobiłem z siebie idiotę?
M: Wysoce prawdopodobne...- Zebrała talerze. Zapadła niezręczna cisza. Wiedział, że należą się jej wyjaśnienia. Nie wiedział jak zacząć. Głowa mu pękała a wstyd był zbyt duży. Ona też wydawała się spięta pomimo, że nie chciała tego po sobie pokazać. Znał ją jednak na tyle.
Mi: Zrobiłem z siebie idiotę?
M: Wysoce prawdopodobne...- Zebrała talerze. Zapadła niezręczna cisza. Wiedział, że należą się jej wyjaśnienia. Nie wiedział jak zacząć. Głowa mu pękała a wstyd był zbyt duży. Ona też wydawała się spięta pomimo, że nie chciała tego po sobie pokazać. Znał ją jednak na tyle.
Mi: Martynko...- Nieśmiało zaczął. Czas mieć to za sobą. Martyna odwróciła się do zlewu. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Michał spojrzał w stronę przedpokoju. Był zły, że im przeszkodzono.
Mi: Kogo licho niesie. -Martyna znieruchomiała. Nie powiedziała nic. Pukanie rozległo się ponownie.
Michał wstał i zerknął przez judasza.
Mi: Spokojnie, to tylko mój partner. Wiem, że go nie lubisz, ale..- Przekręcił zamek. Martyna szybko odłożyła ścierkę. Rozejrzała się za swoimi rzeczami.
M: Ale już czas na mnie. Będę się zbierała. - Pospiesznie wkładała kurtkę. Chciała uciec jak najszybciej od Adriana.
Mi: Kogo licho niesie. -Martyna znieruchomiała. Nie powiedziała nic. Pukanie rozległo się ponownie.
Michał wstał i zerknął przez judasza.
Mi: Spokojnie, to tylko mój partner. Wiem, że go nie lubisz, ale..- Przekręcił zamek. Martyna szybko odłożyła ścierkę. Rozejrzała się za swoimi rzeczami.
M: Ale już czas na mnie. Będę się zbierała. - Pospiesznie wkładała kurtkę. Chciała uciec jak najszybciej od Adriana.
Mi: O której kończysz?- Michał odwrócił się.
M: O tej co zawsze.- Drzwi się otworzyły, więc zamilkli.
A: No proszę! – Adrian uśmiechnął się szeroko.
A: Janicki żyje!- Podał mu torbę z zakupami.
Mi: Jak widzisz...- skwitował.
A: Już myślałem, że będę musiał szukać nowego partnera...
Mi: Daruj sobie.- Adrian wszedł do środka.
A: Ooo... Rosół. Chętnie spróbuję. - Zerknął na garnek a potem na Martynę. Przeszedł ją lodowaty dreszcz. Za każdym razem gdy go widziała, czuła chłód. Nie wiedziała w co gra, ale udaje świetnie zatroskanego przyjaciela.
Mi: Nie dla ciebie. -Adrian zaśmiał się.
A: Widzę, że naprawdę stanąłeś na nogi.- Poklepał go po ramieniu.
Mi: Jeszcze trochę mnie boli głowa.
A: Ale już funkcjonujesz i wracasz dziś do pracy. Urlop ci się skończył. - Adrian spojrzał w stronę Martyny, która zakładała plecak na ramię. Podszedł do niej. Znieruchomiała. Michał odłożył siatkę na blat. Nie zauważył zmiany Martyny.
A: Chyba będę musiał ci podziękować.- Martyna zatrzymała się przy drzwiach wstrzymując oddech.
M: Nie ma za co. - Adrian wzruszył ramionami.
M: Ja już naprawdę muszę iść. - Michał spojrzał na nią. Nie chciał by szła. By to się kończyło. Zauważył, że wyraźnie zrobiła się przybita.
Mi: Jak widzisz...- skwitował.
A: Już myślałem, że będę musiał szukać nowego partnera...
Mi: Daruj sobie.- Adrian wszedł do środka.
A: Ooo... Rosół. Chętnie spróbuję. - Zerknął na garnek a potem na Martynę. Przeszedł ją lodowaty dreszcz. Za każdym razem gdy go widziała, czuła chłód. Nie wiedziała w co gra, ale udaje świetnie zatroskanego przyjaciela.
Mi: Nie dla ciebie. -Adrian zaśmiał się.
A: Widzę, że naprawdę stanąłeś na nogi.- Poklepał go po ramieniu.
Mi: Jeszcze trochę mnie boli głowa.
A: Ale już funkcjonujesz i wracasz dziś do pracy. Urlop ci się skończył. - Adrian spojrzał w stronę Martyny, która zakładała plecak na ramię. Podszedł do niej. Znieruchomiała. Michał odłożył siatkę na blat. Nie zauważył zmiany Martyny.
A: Chyba będę musiał ci podziękować.- Martyna zatrzymała się przy drzwiach wstrzymując oddech.
M: Nie ma za co. - Adrian wzruszył ramionami.
M: Ja już naprawdę muszę iść. - Michał spojrzał na nią. Nie chciał by szła. By to się kończyło. Zauważył, że wyraźnie zrobiła się przybita.
Mi: Na pewno? - próbował wyłapać jej spojrzenie.
M: Praca. Nie każdy może sobie pozwolić na siedzenie w domu i picie. - Adrian parsknął śmiechem.
A: Punkt dla niej. - Uniósł kciuk w górę nalewając sobie rosołu. Michał pokręcił głową. Martyna spojrzała na niego uważnie.
M: Uważaj na siebie, dobrze? - ściszyła głos i patrzyła czule na niego.
Mi: Będę. -Przez chwilę patrzyli na siebie.
M: Zjedz coś później. W lodówce masz kilka rzeczy. – dodała. Przytaknął. Otworzyła drzwi.
Adrian odsunął się, robiąc jej miejsce. Kiedy przechodziła obok niego, ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Martyna szybko spuściła wzrok. Wyszła. Drzwi zamknęły się za nią. Michał spojrzał na Adriana.
Mi: Co?- Adrian uśmiechnął się przebiegle.
A: Nic.
Mi: Przestań walić w chuja, tylko gadaj.- Oparł się o blat. Skrzyżował ręce na piersi. Patrzył jak partner je rosół.
A: Chyba naprawdę będę musiał podziękować Martynie, że postawiła cię na nogi dziedzica Janicki Develompment Group.- Odłożył łyżkę patrząc Michałowi w oczy.
M: Praca. Nie każdy może sobie pozwolić na siedzenie w domu i picie. - Adrian parsknął śmiechem.
A: Punkt dla niej. - Uniósł kciuk w górę nalewając sobie rosołu. Michał pokręcił głową. Martyna spojrzała na niego uważnie.
M: Uważaj na siebie, dobrze? - ściszyła głos i patrzyła czule na niego.
Mi: Będę. -Przez chwilę patrzyli na siebie.
M: Zjedz coś później. W lodówce masz kilka rzeczy. – dodała. Przytaknął. Otworzyła drzwi.
Adrian odsunął się, robiąc jej miejsce. Kiedy przechodziła obok niego, ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Martyna szybko spuściła wzrok. Wyszła. Drzwi zamknęły się za nią. Michał spojrzał na Adriana.
Mi: Co?- Adrian uśmiechnął się przebiegle.
A: Nic.
Mi: Przestań walić w chuja, tylko gadaj.- Oparł się o blat. Skrzyżował ręce na piersi. Patrzył jak partner je rosół.
A: Chyba naprawdę będę musiał podziękować Martynie, że postawiła cię na nogi dziedzica Janicki Develompment Group.- Odłożył łyżkę patrząc Michałowi w oczy.
Mi: Ja pierdole! Nie zaczynaj.- Adrian roześmiał się.
A: Spokojnie. Cieszę się tylko, że mój partner wrócił do żywych.- Michał sięgnął po kubek stojący na stole. Zatrzymał wzrok na kubku Martyny w misie. Przypomniał sobie, że schował go głęboko w szafce. Nic chał patrzeć na niego. Za bardzo przypominał mu o jej obecności w domu. Teraz znowu stał na stole. Westchnął.
Mi: Jeszcze nie jestem pewien, czy to dobrze. -Adrian spojrzał w stronę zamkniętych drzwi.
A: Zobaczymy.
A: Spokojnie. Cieszę się tylko, że mój partner wrócił do żywych.- Michał sięgnął po kubek stojący na stole. Zatrzymał wzrok na kubku Martyny w misie. Przypomniał sobie, że schował go głęboko w szafce. Nic chał patrzeć na niego. Za bardzo przypominał mu o jej obecności w domu. Teraz znowu stał na stole. Westchnął.
Mi: Jeszcze nie jestem pewien, czy to dobrze. -Adrian spojrzał w stronę zamkniętych drzwi.
A: Zobaczymy.
Komentarze
Prześlij komentarz