29.

 28.11.2020

Był środek nocy, gdy zaparkował pod kamienicą. Mimowolnie zerknął na oko swojej a właściwie to już sypialni Martyny. Lekkie światło prześwitywało przez roletę. Zastanawiał się, czemu jeszcze nie śpi. Zerknął na zegarek. Westchnął. Był zmęczony ciężkim dniem służby. Takich dni jak ten nienawidził swojej pracy. Miał ochotę się opić i pewnie by poszedł do knajpy z Adrianem, gdyby nie ona w jego sypialni... Nie sądził, że kiedyś będzie biegł po służbie prosto do domu. Będzie czekał na niego posiłek, uśmiech kobiety, która normalnie kilka lat temu by wyśmiał. Ależ był podłym człowiekiem. Pokiwał głową i nie wiedząc kiedy zapukał do drzwi sypialni. 
M: Proszę...- cicho powiedziała. Gdy zobaczył ją w swojej pościeli, poczuł podniecenie. Musi się opanować. Ona nie jest do tego... inne służyły mu jako rozładowanie napięcia w pracy. Odreagowywał stres, złość, bezsilność. Ale gdy widzi ją, która leży z książka w jego łóżku, lekko się uśmiecha, niewinnie, schodzi z niego wszystko. Czuje się dobrze. We właściwym miejscu. Ma nadzieję, że to nigdy się nie skończy. Że to nie sen.
M: Co tam? Późno wróciłeś... wszystko dobrze?- zapytała z troską w głosie. Odłożyła książkę. 
Mi: Mogę tutaj dziś spać?- kiwnęła głową. Zauważył, że Martyna wyszła z łóżka i zabiera telefon i poduszkę.
M: Jasne to twój pokój, to ja go okupuje... Nie musisz pytać...- chciała go minąć, ale złapał ją za ramię.
Mi: Co robisz?- Zmarszczył brwi patrząc na wystraszoną Martynę. Od razu złagodniał i puścił jej ramię delikatnie gładząc rękę.
Mi: Nie chcę być sam... możesz spać ze mną? - miała wystraszoną minę. Nie wiedziała o co mu chodzi. Cofnęła się lekko.
Mi: Ja nie w tym sensie... to nie to o czym myślisz... po prostu miałem ciężki dzień i potrzebuje cię obok. Posiedź ze mną chociaż chwilę.- Położył głowę na jej ramieniu.
M: Co się dzieje? - Zapytała z troską w głosie. Badała go swoim ciepłym, ale i czujnym wzrokiem. Zaśmiał się, widząc jej powagę. Odsunęła się. 
Mi: Nie myślałaś Martynko o pracy w policji? Masz taki groźny wzrok, że prawię się boję.- Zakpił z niej, choć dla niego był to zwykły żart. Zmarszczyła brwi i wydawała się poirytowana zachowaniem policjanta.
M: Jak już przestaniesz pajacować i zgrywać się to wróć.- Pchnęła zdezorientowanego policjanta za drzwi jego własnej sypialni. 
Mi: Przepraszam, po prostu muszę jakoś odreagować pracę. My jesteśmy tak wyprani po tym co widzimy i doświadczamy, że albo pijemy do odcięcia, albo umawiamy się na raz lub głupkujemy... Nie chciałem pić, żeby cię nie wystraszyć swoim stanem... A inne rzeczy też odpadają...- Stanęła w drzwiach.
M: Co się stało? Pierwszy raz cię widzę takiego...
Mi: Jakiego? - Wszedł jej w zdanie i do pokoju. Siedziała na łóżku w jego starym podkoszulku. Zlustrował kobietę. To będzie męczarnia. Jak ma jej nie tknąć? Ona to chyba robi specjalnie.
M: Pożyczyłam się podkoszulka... W sumie bez pytania...- Zagadnęła jakby czytała policjantowi w myślach.
Mi: Uwielbiasz się nade mną pastwić, co?- dotknął ramienia Martyny. Nie odsunęła się. Jeździł delikatnie opuszkami palców, po jej gładkiej skórze. Popatrzyła na jego dłoń, a potem w oczy. Widział w nich troskę i strach. Była to troska. Nikt nigdy się o niego nie troszczył jak ona. Nie było w niej żalu, złości. Była ciepła, życzliwa. Skromna i niewinna. Dalej nie domyślała się, jaką ma nad nim władzę. Uśmiechnął się pod nosem.
Mi: Jakiego?- Ponowił pytanie.
M: Przejętego.- Powiedziała cicho. 
Mi: Jesteś pewna, że pierwszy? Bo gdy tylko zobaczyłem wtedy ciebie... w szpitalu... przeze mnie...- spuściła głowę. Nie chciała już o tym myśleć więcej. Nie sądziła, że tak w nim siedzą głęboko wspomnienia tamtej nocy... Myślała, że już odpuścił...  
Mi: Naprawdę... Twój widok będzie ze mną długo... Czuję się dalej odpowiedzialny, za to co cię spotkało... za twój wygląd... za twoją wadę słuchu, za cały ból jaki musiałaś przejść... - objęła go. Położył się, ciągnąc ją lekko za sobą. Leżała mu na klacie. Słyszała bicie serca mężczyzny. Głaskał ją po głowie. 
M: Michał... Co się dziś stało?- Odezwała się po dłuższej chwili milczenia. Uznała, że nie ma sensu mu mówić, żeby przestał mieć poczucie winy, ponieważ jest uparty i honorowy. Czuje się za nią odpowiedzialny nawet po tym jak zaopiekował się nią i pomaga odzyskać dom. Jest porządnym facetem, który udaje twardziela i łamacza serc. 
Mi: Miałem wezwanie do awantury rodzinnej... Gdy przyjechałem z Adrienem to w wozie prewencji siedziała mała dziewczynka z podbitym okiem... Miała z sześć lat.. Była w rodzinie zastępczej...- wstrzymała oddech, czując jak napina mięśnie i mówi przez zaciśnięte zęby. 
Mi: Mała dziewczynka... To tylko dziecko... Adrian jak się dowiedział, że jest z bidula ta mała to wpadł w szał... Ja ledwo się trzymałem... - Drgnęła na imię partnera policjanta. Wyczuł i objął ją mocniej.
Mi: Wiem, że to debil i masz o nim prawo tak myśleć... Ale poruszyła go ta mała...
M: Ile go już znasz?- Wypaliła. Coś chodziło jej po głowie. Przypomniała sobie jak trzymał zdjęcie jej rodziców... Jak na nią patrzył jakby ją znał i nienawidził. 
Mi: Co?-Wyrwała się mu z objęć. 
M: Co o nim wiesz?- Patrzył na nią i nic nie rozumiał. Skąd ta zmiana u niej. Przekrzywił głowę. 
Mi: Nie za wiele... Wiem gdzie mieszka, jakie kobiety lubi... - chciał rozładować napięcie. 
M: A rodzina? Poznałeś kogoś? 
Mi: Nie, bo niby po co?- Założyła włosy za ucho. Ciężko oddychała. Czuła szum w głowie i uszach. Patrzyła na zdjęcie rodziców. Odtwarzała scenę w domu. I jego słowa zadźwięczały jej "przypomnij sobie", ale co... przeczesała nerwowo włosy. 
Mi: Martyna! Martyna!- potrząsnął nią. Popatrzyła na zatroskanego policjanta. 
Mi: Co ci jest? Niepotrzebnie o nim wspominałem ani o tej małej... Przepraszam... Nie pomyślałem jakie to może być dla ciebie. Zaczęła oddychać miarowo. Czuła, że dotyk silnej ręki na plecach. Jest bezpieczna. Musi przestać popadać w paranoje. 
M: W porządku. - Nie chciał mówić o swoich obawach Michałowi ani rzucać oskarżeniami jak Adrian. Sama nawet nie wie co jej się dzieje. Jest do niego uprzedzona, bo jest chamem. 
Mi: Chodźmy już może spać, co? Późno jest.- Rozebrał koszulkę i spodnie. Odwróciła wzrok. Nie chciała się gapić na jego umięśnione ciało ani tatuaż. Był przystojny i wiedział o tym. Za późno, wychwycił jej zawstydzenie. Wiedziała, że już po niej. Znała ten przebiegły uśmiech, w którym coraz bardziej się zatracała. Potrafił uwieść. Dziś jednak mu odpuści i pozwoli rozładować napięcie śmiechem. 
Mi: Martynko... Możesz patrzeć śmiało! Pokazać ci z bliska tatuaż, czy mam ci zapozować? Co lubisz?- Wypiął biceps. Zaśmiała się.
M: Jesteś czasem taki dziecinny Janicki!- Śmiała się, gdy wypinał się w każdą możliwą stronę.
Mi: Przyznaj się, że lubisz to! - Ostentacyjnie pokazał na swoje ciało. Zakryła dłonią oczy. 
M: Odejdź! Okropne!- Zasłoniła się, gdy podszedł bliżej na łóżku. 
Mi: Co powiedziałaś? Okropne? Tyle pracy... Tyle siłowni... Niejedna piszczała na mój widok a ty śmiesz mi powiedzieć okropne!? Nachylił się na leżąca i śmiejącą się Martyną. Spoważniała, gdy zobaczyła jak patrzy na jej twarz. Nie potrafiła go rozszyfrować. Był skupiony. wodził wzrokiem po całej twarzy kobiety. A ona była niewymalowana i poczuła się zażenowana. On idealny a ona odpychająca.
M: Mówiłeś, że ja nie jestem jak inne... - próbowała się wytłumaczyć i uwolnić nie patrząc na policjanta. Czuła się zawstydzona. On jednak trzymając ją lekko przechylił w swoją stronę. 
Mi: Dokładnie.- spotkali się wzrokiem, gdy on ją delikatnie musnął w usta. Otworzyła je lekko a on ponowił pocałunek. Jak ona działa mu na zmysły tą cholerną niewinnością. Nienawidził takich lasek jak ona. Śmiał się z nich i uważał że są nudne, a teraz nie potrafi zapanować nad sobą widzą Martynę. Poczuł jak złapała go za kark delikatnie. Nigdy nie była nachalna. Każdy jej gest i dotyk był dla niego jak nagroda. Przełamywała się. Z trudem się oderwał od niej. Nie chciał jej mącić w głowie. Nie jest dla niej. Wiedział o tym i już o tym rozmawiali. 
Mi: Także dobranoc Martynko.- Zgasił szybko lampkę nim zdążyła coś powiedzieć. Leżeli tak pogrążeni w myślach. Michał nie chciał dopuścić do siebie myśli, że Martyna wkrótce odejdzie od niego. Wróci do siebie. Co on zrobi? Tyle się zmieniło w jego życiu dzięki niej. Ma ochotę wracać do domu. Pachnie w nim obiadem. Jest wesoło. Nawet wystrój zrobił się bardziej domowy. Wniosła tyle i pewnie nawet sobie nie zdaje sprawy z tego jak bardzo jest szczęśliwy. A ona miała gonitwę myśli. Zastanawiała się wciąż nad Adrianem. Może czas odwiedzić dom dziecka i pogrzebać w przeszłości. Była tam rok temu z darami dla dzieci i dyrektorką dalej była pani Helenka. Poczuła, że Michał ją obejmuje. Wtulił się w jej plecy. Odprężyła się. Była bezpieczna. Otoczył ją troską. Była mu wdzięczna. Jednak z każdym pocałunkiem się przywiązywała co robiło się niebezpieczne, bo nie miała pojęcia w co gra Michał. Jednego była pewna, że nie jest odpowiednia dla niego. 

Komentarze