28.11.2020
M: Proszę...- cicho powiedziała. Gdy zobaczył ją w swojej pościeli, poczuł podniecenie. Musi się opanować. Ona nie jest do tego... inne służyły mu jako rozładowanie napięcia w pracy. Odreagowywał stres, złość, bezsilność. Ale gdy widzi ją, która leży z książka w jego łóżku, lekko się uśmiecha, niewinnie, schodzi z niego wszystko. Czuje się dobrze. We właściwym miejscu. Ma nadzieję, że to nigdy się nie skończy. Że to nie sen.
M: Co tam? Późno wróciłeś... wszystko dobrze?- zapytała z troską w głosie. Odłożyła książkę.
Mi: Mogę tutaj dziś spać?- kiwnęła głową. Zauważył, że Martyna wyszła z łóżka i zabiera telefon i poduszkę.
M: Jasne to twój pokój, to ja go okupuje... Nie musisz pytać...- chciała go minąć, ale złapał ją za ramię.
Mi: Co robisz?- Zmarszczył brwi patrząc na wystraszoną Martynę. Od razu złagodniał i puścił jej ramię delikatnie gładząc rękę.
Mi: Nie chcę być sam... możesz spać ze mną? - miała wystraszoną minę. Nie wiedziała o co mu chodzi. Cofnęła się lekko.
Mi: Ja nie w tym sensie... to nie to o czym myślisz... po prostu miałem ciężki dzień i potrzebuje cię obok. Posiedź ze mną chociaż chwilę.- Położył głowę na jej ramieniu.
M: Co się dzieje? - Zapytała z troską w głosie. Badała go swoim ciepłym, ale i czujnym wzrokiem. Zaśmiał się, widząc jej powagę. Odsunęła się.
Mi: Nie myślałaś Martynko o pracy w policji? Masz taki groźny wzrok, że prawię się boję.- Zakpił z niej, choć dla niego był to zwykły żart. Zmarszczyła brwi i wydawała się poirytowana zachowaniem policjanta.
M: Jak już przestaniesz pajacować i zgrywać się to wróć.- Pchnęła zdezorientowanego policjanta za drzwi jego własnej sypialni.
Mi: Przepraszam, po prostu muszę jakoś odreagować pracę. My jesteśmy tak wyprani po tym co widzimy i doświadczamy, że albo pijemy do odcięcia, albo umawiamy się na raz lub głupkujemy... Nie chciałem pić, żeby cię nie wystraszyć swoim stanem... A inne rzeczy też odpadają...- Stanęła w drzwiach.
M: Co się stało? Pierwszy raz cię widzę takiego...
Mi: Jakiego? - Wszedł jej w zdanie i do pokoju. Siedziała na łóżku w jego starym podkoszulku. Zlustrował kobietę. To będzie męczarnia. Jak ma jej nie tknąć? Ona to chyba robi specjalnie.
M: Pożyczyłam się podkoszulka... W sumie bez pytania...- Zagadnęła jakby czytała policjantowi w myślach.
Mi: Uwielbiasz się nade mną pastwić, co?- dotknął ramienia Martyny. Nie odsunęła się. Jeździł delikatnie opuszkami palców, po jej gładkiej skórze. Popatrzyła na jego dłoń, a potem w oczy. Widział w nich troskę i strach. Była to troska. Nikt nigdy się o niego nie troszczył jak ona. Nie było w niej żalu, złości. Była ciepła, życzliwa. Skromna i niewinna. Dalej nie domyślała się, jaką ma nad nim władzę. Uśmiechnął się pod nosem.
Mi: Jakiego?- Ponowił pytanie.
M: Przejętego.- Powiedziała cicho.
Mi: Jesteś pewna, że pierwszy? Bo gdy tylko zobaczyłem wtedy ciebie... w szpitalu... przeze mnie...- spuściła głowę. Nie chciała już o tym myśleć więcej. Nie sądziła, że tak w nim siedzą głęboko wspomnienia tamtej nocy... Myślała, że już odpuścił...
Mi: Naprawdę... Twój widok będzie ze mną długo... Czuję się dalej odpowiedzialny, za to co cię spotkało... za twój wygląd... za twoją wadę słuchu, za cały ból jaki musiałaś przejść... - objęła go. Położył się, ciągnąc ją lekko za sobą. Leżała mu na klacie. Słyszała bicie serca mężczyzny. Głaskał ją po głowie.
M: Michał... Co się dziś stało?- Odezwała się po dłuższej chwili milczenia. Uznała, że nie ma sensu mu mówić, żeby przestał mieć poczucie winy, ponieważ jest uparty i honorowy. Czuje się za nią odpowiedzialny nawet po tym jak zaopiekował się nią i pomaga odzyskać dom. Jest porządnym facetem, który udaje twardziela i łamacza serc.
Mi: Miałem wezwanie do awantury rodzinnej... Gdy przyjechałem z Adrienem to w wozie prewencji siedziała mała dziewczynka z podbitym okiem... Miała z sześć lat.. Była w rodzinie zastępczej...- wstrzymała oddech, czując jak napina mięśnie i mówi przez zaciśnięte zęby.
Mi: Mała dziewczynka... To tylko dziecko... Adrian jak się dowiedział, że jest z bidula ta mała to wpadł w szał... Ja ledwo się trzymałem... - Drgnęła na imię partnera policjanta. Wyczuł i objął ją mocniej.
Mi: Wiem, że to debil i masz o nim prawo tak myśleć... Ale poruszyła go ta mała...
M: Ile go już znasz?- Wypaliła. Coś chodziło jej po głowie. Przypomniała sobie jak trzymał zdjęcie jej rodziców... Jak na nią patrzył jakby ją znał i nienawidził.
Mi: Co?-Wyrwała się mu z objęć.
M: Co o nim wiesz?- Patrzył na nią i nic nie rozumiał. Skąd ta zmiana u niej. Przekrzywił głowę.
Mi: Nie za wiele... Wiem gdzie mieszka, jakie kobiety lubi... - chciał rozładować napięcie.
M: A rodzina? Poznałeś kogoś?
Mi: Nie, bo niby po co?- Założyła włosy za ucho. Ciężko oddychała. Czuła szum w głowie i uszach. Patrzyła na zdjęcie rodziców. Odtwarzała scenę w domu. I jego słowa zadźwięczały jej "przypomnij sobie", ale co... przeczesała nerwowo włosy.
Mi: Martyna! Martyna!- potrząsnął nią. Popatrzyła na zatroskanego policjanta.
Mi: Co ci jest? Niepotrzebnie o nim wspominałem ani o tej małej... Przepraszam... Nie pomyślałem jakie to może być dla ciebie. Zaczęła oddychać miarowo. Czuła, że dotyk silnej ręki na plecach. Jest bezpieczna. Musi przestać popadać w paranoje.
M: W porządku. - Nie chciał mówić o swoich obawach Michałowi ani rzucać oskarżeniami jak Adrian. Sama nawet nie wie co jej się dzieje. Jest do niego uprzedzona, bo jest chamem.
Mi: Chodźmy już może spać, co? Późno jest.- Rozebrał koszulkę i spodnie. Odwróciła wzrok. Nie chciała się gapić na jego umięśnione ciało ani tatuaż. Był przystojny i wiedział o tym. Za późno, wychwycił jej zawstydzenie. Wiedziała, że już po niej. Znała ten przebiegły uśmiech, w którym coraz bardziej się zatracała. Potrafił uwieść. Dziś jednak mu odpuści i pozwoli rozładować napięcie śmiechem.
Mi: Martynko... Możesz patrzeć śmiało! Pokazać ci z bliska tatuaż, czy mam ci zapozować? Co lubisz?- Wypiął biceps. Zaśmiała się.
M: Jesteś czasem taki dziecinny Janicki!- Śmiała się, gdy wypinał się w każdą możliwą stronę.
Mi: Przyznaj się, że lubisz to! - Ostentacyjnie pokazał na swoje ciało. Zakryła dłonią oczy.
M: Odejdź! Okropne!- Zasłoniła się, gdy podszedł bliżej na łóżku.
Mi: Co powiedziałaś? Okropne? Tyle pracy... Tyle siłowni... Niejedna piszczała na mój widok a ty śmiesz mi powiedzieć okropne!? Nachylił się na leżąca i śmiejącą się Martyną. Spoważniała, gdy zobaczyła jak patrzy na jej twarz. Nie potrafiła go rozszyfrować. Był skupiony. wodził wzrokiem po całej twarzy kobiety. A ona była niewymalowana i poczuła się zażenowana. On idealny a ona odpychająca.
M: Mówiłeś, że ja nie jestem jak inne... - próbowała się wytłumaczyć i uwolnić nie patrząc na policjanta. Czuła się zawstydzona. On jednak trzymając ją lekko przechylił w swoją stronę.
Mi: Dokładnie.- spotkali się wzrokiem, gdy on ją delikatnie musnął w usta. Otworzyła je lekko a on ponowił pocałunek. Jak ona działa mu na zmysły tą cholerną niewinnością. Nienawidził takich lasek jak ona. Śmiał się z nich i uważał że są nudne, a teraz nie potrafi zapanować nad sobą widzą Martynę. Poczuł jak złapała go za kark delikatnie. Nigdy nie była nachalna. Każdy jej gest i dotyk był dla niego jak nagroda. Przełamywała się. Z trudem się oderwał od niej. Nie chciał jej mącić w głowie. Nie jest dla niej. Wiedział o tym i już o tym rozmawiali.
Mi: Także dobranoc Martynko.- Zgasił szybko lampkę nim zdążyła coś powiedzieć. Leżeli tak pogrążeni w myślach. Michał nie chciał dopuścić do siebie myśli, że Martyna wkrótce odejdzie od niego. Wróci do siebie. Co on zrobi? Tyle się zmieniło w jego życiu dzięki niej. Ma ochotę wracać do domu. Pachnie w nim obiadem. Jest wesoło. Nawet wystrój zrobił się bardziej domowy. Wniosła tyle i pewnie nawet sobie nie zdaje sprawy z tego jak bardzo jest szczęśliwy. A ona miała gonitwę myśli. Zastanawiała się wciąż nad Adrianem. Może czas odwiedzić dom dziecka i pogrzebać w przeszłości. Była tam rok temu z darami dla dzieci i dyrektorką dalej była pani Helenka. Poczuła, że Michał ją obejmuje. Wtulił się w jej plecy. Odprężyła się. Była bezpieczna. Otoczył ją troską. Była mu wdzięczna. Jednak z każdym pocałunkiem się przywiązywała co robiło się niebezpieczne, bo nie miała pojęcia w co gra Michał. Jednego była pewna, że nie jest odpowiednia dla niego.
Komentarze
Prześlij komentarz